Kolejny rozdział wojny dyskontów. Biedronka i Lidl znów na sali sądowej

Spór między największymi sieciami handlowymi w Polsce nabiera tempa – tym razem to Lidl musi zmierzyć się z komornikiem, który na wniosek Jeronimo Martins Polska zabezpieczył dowody dotyczące kontrowersyjnej kampanii reklamowej. Stawką nie są już tylko ceny, lecz granice etyki w marketingu i wykorzystaniu danych z internetu.

Google, opinie i AI – nowa oś sporu

W centrum sprawy znalazła się kampania „Zakupy robię w moim Lidlu”, oparta na recenzjach z Google i analizach danych generowanych przez sztuczną inteligencję. Biedronka zakwestionowała rzetelność tych porównań, uznając, że mogły one sugerować przewagę Lidla w sposób zniekształcający realny obraz rynku. Na podstawie decyzji Sądu Okręgowego w Poznaniu komornik zabezpieczył dokumentację obejmującą nie tylko same reklamy, lecz także historię promptów, algorytmy oraz metodologię analizy opinii.

W tle tego zdarzenia pojawia się większy problem: gdzie kończy się kreatywna interpretacja danych, a zaczyna manipulacja? Bo choć opinie konsumenckie z Google nie są obiektywnym źródłem wiedzy, coraz częściej stają się orężem w walce o lojalność klienta.

Biedronka szykuje pozew – i nie chodzi tylko o przeprosiny

Zabezpieczenie dowodów to zaledwie pierwszy krok – Jeronimo Martins Polska już zapowiada pozew przeciwko Lidlowi, w którym zamierza domagać się zakazu wykorzystywania opinii z Google w reklamach oraz oficjalnych przeprosin za – jak podkreślono – „nieuczciwą kampanię”. Sprawa nie rozstrzyga jeszcze o winie, ale nadaje całej sytuacji nowy ciężar. Zwłaszcza że w sierpniu 2025 roku role się odwróciły – to komornik wszedł wtedy do siedziby Biedronki.

Obie strony zdają się korzystać z tych samych narzędzi, tylko w innych momentach – co może sugerować, że zamiast przełomu w etyce reklamy mamy do czynienia z kolejnym etapem branżowej wojny pozycyjnej. A sąd, chcąc nie chcąc, staje się areną dla technologicznego zbrojenia między dyskontami.