Dziesięć postulatów, jeden deadline. „Solidarność” stawia warunki Biedronce

Związek zawodowy „Solidarność” wystosował do kierownictwa Biedronki listę żądań, które – jak sami mówią – są efektem długo narastającego napięcia wśród pracowników. Główne hasło? Tysiąc złotych więcej dla każdego zatrudnionego, bez wyjątków, od 1 lutego.

Podwyżki, premie i warunki pracy. Związkowcy nie owijają w bawełnę

Dokument przekazany firmie 27 stycznia zawiera 10 konkretnych postulatów, wśród których dominuje żądanie podniesienia wynagrodzeń zasadniczych o 1000 zł brutto dla wszystkich pracowników. To jednak nie wszystko. Związkowcy oczekują m.in. nagrody za frekwencję w wysokości 500 zł dla kierowników i ich zastępców oraz dodatku dla pracowników lad mięsnych w takiej samej kwocie. Wskazują również na potrzebę reorganizacji – zarówno w zakresie rozliczania czasu pracy, jak i liczby osób obsługujących sklepy czy kasy samoobsługowe.

Trudno nie zauważyć, że postulaty są nie tylko precyzyjne, ale też pokazują szerokie spektrum problemów: od pensji po godziny otwarcia placówek, które według związku nie powinny przekraczać 22:00. Wśród żądań znalazło się też wprowadzenie kuponów śniadaniowych i większej przejrzystości w systemie wynagrodzeń.

Największy pracodawca kontra największy związek. Czas rusza

Biedronka – z 3882 sklepami i ponad 85 tysiącami pracowników w całym kraju – zakończyła 2025 rok z wyraźnym wzrostem sprzedaży. Tymczasem związkowcy dają firmie pięć dni na reakcję, grożąc, że brak porozumienia doprowadzi do formalnego sporu zbiorowego.

W tej sytuacji trudno uciec od pytania, czy spór w największej sieci handlowej w Polsce może stać się punktem zapalnym dla całej branży. Bo jeśli ponad 85 tysięcy ludzi powie „dość”, echo tego głosu będzie słychać nie tylko przy kasie, ale też w gabinetach zarządów.