Największa sieć handlowa w Polsce po raz kolejny udowadnia, że potrafi nie tylko przetrwać w trudnym otoczeniu, ale także skutecznie wykorzystać jego dynamikę. Wyniki Biedronki za 2025 rok pokazują, że skala, logistyka i promocje mogą przynieść efekt nawet w czasach rosnącej presji cenowej.
Deflacja, która nie boli
Czwarty kwartał 2025 roku przyniósł długo wyczekiwane oznaki spadku cen w codziennym koszyku zakupowym. Biedronka jako pierwsza zaczęła odczuwać realną deflację, szczególnie w segmentach, gdzie spadki cen były najbardziej zauważalne. Jednak nie tylko rynek zadziałał na korzyść klientów. Sieć zintensyfikowała akcje promocyjne, co — mimo niższych cen — pozwoliło zwiększyć wolumen sprzedaży. Efekt? Większe obroty bez wzrostu cen detalicznych, co w warunkach spowolnienia konsumenckiego stanowi nie lada osiągnięcie.
Ekspansja bez zahamowań
Pomimo wyzwań i rosnącej ostrożności klientów, Biedronka nie tylko utrzymała tempo, ale je wyraźnie zwiększyła. W 2025 roku sieć otworzyła 181 nowych sklepów i rozwinęła e-commerce, w tym ultraszybkie dostawy, a także zmodernizowała 200 istniejących placówek. Przychody przekroczyły 25 miliardów euro, co oznacza wzrost o 7,5% w skali roku. Co ciekawe, ekspansja objęła także rynki zagraniczne — firma weszła na Słowację, umacniając pozycję całej Grupy Jeronimo Martins w regionie.
Konsument na rozdrożu
Z jednej strony tańszy koszyk i więcej promocji. Z drugiej — rosnące wymagania i ostrożność zakupowa. Biedronka zdaje się dostrzegać ten paradoks i reagować szybko. Wyniki pokazują, że można zwiększyć sprzedaż, nie podnosząc cen, o ile skala działania pozwala na elastyczność kosztową i sprawne zarządzanie łańcuchem dostaw. Pytanie, jak długo uda się utrzymać ten kurs — bo choć liczby robią wrażenie, za nimi stoi zmieniający się konsument, który coraz częściej wybiera z kalkulatorem w ręku.