„Tak, pracuję w Biedronce” – nowa kampania bez pudru i bez wstydu

Biedronka po raz kolejny oddaje głos swoim pracownikom – tym razem dosłownie. W nowej kampanii nie ma aktorów, nie ma scenariusza pisanego zza biurka i nie ma koloryzowania. Są za to prawdziwe twarze, prawdziwe emocje i codzienna rzeczywistość pracy w handlu, pokazana oczami tych, którzy ją wykonują.

Kamera w rękach załogi

Kampania, która wystartowała 19 stycznia, to świadomy krok w stronę autentyczności. Spoty powstały z udziałem faktycznych pracowników sklepów – nie tylko jako bohaterów, ale także jako współautorów koncepcji. Ich głosy wybrzmiewają głośno, bo opowiadają o pracy takiej, jaka jest – z satysfakcją i zmęczeniem, z frustracją i dumą. Zdarzają się spięcia na zapleczu, interwencje w nagłych sytuacjach, ale też gesty solidarności wobec klientów i kolegów z zespołu. Trudno się temu dziwić – codzienność kasjera to nie tylko skanowanie produktów.

Historie, które nie mieszczą się w stereotypie

Spot promocyjny łamie utarte wyobrażenia. Łukasz Sałaciński, kasjer z Gdyni, mówi wprost o swojej chorobie, która dzięki pracy nie definiuje jego codzienności. Czuje się potrzebny, bo znalazł miejsce, gdzie jego obecność ma znaczenie. Z kolei Barbara Makowska, od 15 lat związana z jedną placówką, przywołuje sytuację, w której usłyszała, że jest „za ładna na Biedronkę”. Odpowiedź? Prosta i dobitna: każdy zawód ma wartość, jeśli wykonuje się go uczciwie. To właśnie ta szczerość i poczucie sensu budują autorytet kampanii.

Emocje bez cudzysłowu

Kampania nie boi się pokazać trudnych momentów – klientów, którzy bywają nieuprzejmi, czy kryzysów wymagających szybkiej reakcji. Ale też nie szuka sensacji. Chce przypomnieć, że za codziennymi zakupami stoją konkretni ludzie – z charakterem, historią i ambicjami. Jak mówi Jarosław Sobczyk, dyrektor personalny Biedronki, „robimy swoje i liczymy na szacunek”. I o ten szacunek tu właśnie chodzi.